czwartek, 16 czerwca 2011
Na poziomki

Mamy w ogródku poziomki. Ciężko dojrzewają w naszym deszczowym klimacie i są mało słodkie, ale frajda ze zbierania jest. Emilka została nauczona dzielić się z siostrą swym "zbiorem" i uczciwie dzieli poziomki na pół. Z Julką inna historia. Dziś wypuściła się sama do ogródka, zaczęła zjadać poziomki, więc przypomniałam jej, by zostawiła kilka dla siostry. Po chwili zaglądam, Julka dalej pałaszuje. Po czym przychodzi do kuchni z jedną poziomką w dłoni. Pytam, czy to dla Emilki, ale nie, dla Juli. Wrzucam gadkę o dzieleniu się z siostrą i proszę, by zaniosła Emilce chociaż tę jedną. Julka na to: "Dobrze, podzielę się. Zaniosę jej pół". Ręce opadają :)

środa, 15 czerwca 2011
Taniec irlandzki

Kilka miesięcy temu, chyba w lutym zapisałam starszą córkę na taniec irlandzki. Zajęcia prowadzi świetna dziewczyna, u nas na wsi, wychodzi też całkiem tanio, były więc same plusy. Obawiałam się, czy Emilii będą się podobać, bo po pół roku baletu nie chciała o nim słyszeć. Ale taniec irlandzki jej podpasował, nawet początkowo zaraziła swoją pasją inne polskie dziewczynki. Obecnie córka została jedyną Polką w grupie, więc tym bardziej ucieszyła nas wiadomość od prowadzącej, że Emilka bardzo dobrze sobie radzi i może startować w konkursie wojewódzkim w listopadzie. 

Jak będzie z konkursem, nie wiem. Nigdy nie myślałam o ściganiu się z innymi, gdy posyłałam ją na tańce. Miała być frajda i coś innego. I jest, ale widzę, że ambicja też. Mam tylko nadzieję, że jeśli Emila zdecyduje się na udział w konkursie, nie będę musiała kupować jej peruki i stroju za ponad tysiąc euro. Bo i takie się kupuje podobno.

Dla zainteresowanym tańcem irlandzkim odsyłam do linka ze slajdami z tegorocznych mistrzow świata. Można przyjrzeć się szaleństwu strojów, peruk, makijaży i przyklejanych skarpetek, co niejednokrotnie budziło kontrowersje. Dodam jeszcze, że trzecie miejsce zajął tam uczeń szkoły, w której pracuję. Widziałam go na żywo rok temu i faktycznie, chłopak jest niesamowity.

Wesoło nam

Julka nie lubi długo chodzić, już w połowie drogi do szkoły Emilki jęczy, że chce na ręce. Mówię jej wtedy"Wytrzymaj, wytrzymaj", "dasz radę" itd. Wczoraj jednak Jula miała kiepski humor, więc gdy szłyśmy do samochodu, wzięłam ją na ręce i niosłam kawałek. Po chwili Julka zaczęła mi mocno ciążyć, poczułam ból kręgosłupa i jęknęłam sobie cicho, a Julka "Wytrzymaj, wytrzymaj!".

Wieczorem zaś, już w łóżku z obiema dziewczynami, próbuję je wyciszyć przed spaniem i zachęcić do modlitwy. Zaczynam: "Dobra, a na co jest teraz czas?"

Emilia - Na kołysankę?

Ja - Pudło!

Emilia - Na bajkę?

Ja - Pudło! Na modlitwę?

Pudło! - Emilka i Julka jednocześnie.

12:04, lazy_lucy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 marca 2011
Zakupów c.d.

Może kogoś zainteresuje fakt, że przetestowałam ostatnio 2 sklepy internetowe. Pierwszy Clamanti z polskimi kosmetykami, które wierzę, że nie ustępują jakości tutejszym, a cenowo wychodzą o wiele taniej, nawet z przesyłką. Zamówiłam sobie 2 kremy i przyszły bezproblemowo.

Drugi Day2dayshop.com z drobiazgiem domowym, przesyłka darmowa i można okazyjnie parę rzeczy kupić. Nam udało się upolować najtańsze w sieci filtry do Brity. Potem zaryzykowaliśmy z żarówkami, niestety 50% żarówek dotarła potłuczona. Nie, nie było tak tragicznie, zamówiliśmy tylko 2 na próbę.

Nadal polecam asos.com, tym bardziej, że od dłuższego czasu mają darmową przesyłkę, podobno na całym świecie. Namiętnie zaopatruję się tam w bezkonkurencyjne peelingi z Soap and Glory.

A teraz czas zawieźć dziecko na taniec irlandzki. Pozdrawiam!

Przebiegłość Julki

Julka nie cierpi rysowania, w przeciwieństwie do malowania farbami. Czasem jednak uda nam się zachęcić ją, by pokolorowała kredką to i owo, ale szybko rzuca to zadanie. Dziś rozwiązywałyśmy zadanie, gdzie należało pokolorować 3 przedmioty. Próbuję więc podejść małą i pytam: 
- Julcia, a jaka konewka najbardziej Ci się podoba? Żółta, różowa? 
- Różowa!
- Pokolorujesz konewkę na różowo?
- Tak.
I Jula zarysowała zamaszystymi ruchami prawie całą konewkę. Próbuję dalej:
- A jaki kolor ma twoje ulubione wiaderko?
- Biały!
- A jaka łopatka Ci się podoba?
- Biała!
I tyle by było rysowania na dzisiaj. Wyjątkowo przebiegłe to moje dziecko jak na 3-latkę.

środa, 23 lutego 2011
Okruszkowa policja

Niedawno wprowadziliśmy w domu nową zasadę, że nie jemy w salonie. Miałam już dość ciągłego odkurzania, wycierania stolików po kilka razy dziennie i ogólnego bajzlu w związku z tym. I tak długo wytrzymałam, dziś zastanawiam się, dlaczego tej zasady nie wprowadziłam kilka lat temu.

Najbardziej zmianą przejęła się Julka. Kiedy któreś z nas przygotowywało sobie coś do jedzenia, Jula autorytatywnym tonem krzyczała z daleka "Nie jemy w salonie!". Sama z kolei z ciastkiem w ręku oscyluje na progu kuchni i salonu.

Ponieważ zakaz powstał ze względu na bałagan robiony głównie przez dzieci, my-starzy łamiemy go wieczorem, gdy dzieci idą spać. Oglądamy sobie wtedy film w internecie i czasem pogryzamy paluszki. Dziś rano Julka wkroczyła do salonu, wskazała na okruszek na stole i oskarżycielskim tonem zapytała "Co to jest?!". Chyba wpadliśmy w pułapkę własnych zasad.

Przy czym bardzo zaskakuje mnie podejście Julki, która jest w naszym domu największym buntownikiem. Jeśli tylko coś nie jest po jej myśli, to do wyboru mam: zrezygnować z tego albo wprowadzić siłą. Żaden z tych sposobów mi nie leży.

Jeśli mam dużo czasu, pozostaje jeszcze jeden wybór: tłumaczyć i spokojnie zaczekać dłuuugą chwilę, gdy pozornie nic się nie dzieje i Julka zajmuje się swoimi sprawami. Ale potem słyszę urażone "No dobrze" i możemy zrobić to, co właśnie należy zrobić.

wtorek, 15 lutego 2011
Zimno mi

Tydzień temu porównałam sobie rachunki za ogrzewanie z zeszłym rokiem i zdziwiłam się mocno, że wiosną grzaliśmy więcej, niż teraz w najgorszą zimę stulecia. Pamięć mam kiepską, więc nie skojarzyłam dlaczego. Dzisiaj jednak sobie przypomniałam, w cudny, wiosenny, irlandzki dzień.

Otóż wieje. I nie wiem, jak to się dzieje, ale mam wrażenie, że przewiewa nam ściany. Niby dom nowy, okna plastikowe, szczelne, a przecież wyraźnie czuję przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru, że zimno do domu wpada. Zimno, jak cholera.

Zeszłoroczna wiosna też taka była. I wiało od lutego do maja. Och, a ja tak bardzo nie chcę powtórki.

I marzy mi się coraz bardziej dom, budowany "po polsku", energooszczędny i nieprzewiewalny. Szkoda, że nie jest to takie proste, jak kupno gotowego irlandzkiego produktu domo-podobnego ;)

18:14, lazy_lucy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 stycznia 2011
Powrót

Wróciliśmy z Polski w czwartek. Bez żadnych problemów. Samolot wyleciał o czasie, samochód odpalił za pierwszym razem. Wylecieliśmy z Goleniowa, w którym panowała temperatura minus 10 stopni, opatuleni w polary, kurtki, czapki, szaliki. Wylądowaliśmy w Dublinie: plus 10. Idąc do autobusu podwożącego na long-term parking mieliśmy na sobie tylko swetry :)

Przejeżdżaliśmy przez Athlone i widzieliśmy beczkowóz z wodą. Potem okazało się, że nasi przyjaciele nie mieli wody przez kilka dni, w tym całe święta. Zajechaliśmy do domu, w którym na szczęście woda była, ogrzewanie działało. Trochę jeszcze śmierdziało po potopie w kuchni (podczas naszej nieobecności sąsiad ratował naszą kuchnię i łazienkę, gdzie zaczął się potop), ale wszystko już wyschło, zostały tylko zacieki na suficie i ścianach. Wczoraj odkryłam kolejne w salonie, okazuje się, że z naszej łazienki też musiało coś cieknąć, choć w samej łazience śladu nie ma, oprócz rdzawych strużek na rurach kaloryfera.

Podobno było tu -13 stopni i inni powracający zastają podobne widoki.

Sytuacja jednak była na tyle opanowana, że w piątek zrobiliśmy u nas Sylwestra ze znajomymi. Pierwszy od lat Sylwester, gdy nie poszłam spać zaraz po 12-tej. Cud jakiś.

A teraz dopiero dociera do mnie, że nie mogę już wyskoczyć z domu, żeby zobaczyć się z przyjaciółmi w Szczecinie. Że znowu wracamy do maili i sms-ów. Lipa straszna.

sobota, 04 grudnia 2010
Relax

Więcej takich reklam przed świętami poproszę.

Myślę sobie

Tak mi się zebrało na spisanie luźnych myśli, więc żeby odebrać im nieco luzu, to je ponumeruję, oczywiście w porządku losowym, hehe.

1. Bardzo się cieszę, że mój mąż ma taki talent do kucharzenia. Bo ja jednak nie mam. Czasem coś odkryję w kuchni, wyjdzie fajnie oraz udaje mi się uchwycić smaki dzieciństwa w podstawowych potrawach, głównie przy pomocy kostki rosołowej i maggi, nie kryję, ale nie ma w tym żadnej magii. Raczej obowiązek wykarmienia dzieci i to po najprostszej linii.

Za to gdy mój S. zaczyna przyrządzanie potraw, z głupich kanapek potrafi wyczarować cuda. Nie żal mu czasu na pokrojenie tego i owego, przysmażenie cebulki, pieczarek. Wrzuca przyprawy w dziwnych kombinacjach i wychodzą z tego dania-marzenie. Do tego jako esteta zadba o ładne podanie i posprząta otoczenie, żeby miło się jadło.

Dobrze mi z tym i dobrze, że moje dzieci mogą to obserwować w zasadzie codziennie, może uda im się przenieść tę atmosferę do ichnich domów, tak jak i S. udało się skopiować od jego mamy.

2. Przydałby mi się urlop od prania oraz planowania dnia codziennego. Weekendy są przeważnie brane na żywioł, choć też mają już swoją rutynę sprzątaniowo-zakupową. Jednak o ile uwielbiam moją pracę zawodową, to te obowiązki domowe nudzą mnie okropnie. I chciałabym trochę uwolnić się od tego.

3. Podczas dzisiejszych zakupów odczułam, jaka to radość wyjeżdżać na święta z domu (o, będę miała swój urlop!). Daleko, bo my do Polski zostaliśmy zaproszeni. I odpadła cała ta otoczka związana z przygotowaniami stołu i dekoracji. Choinki sobie ubraliśmy już i tyle nam na święta chyba wystarczy. I naprawdę czuję ulgę, że mnie omija cała reszta.

A w sklepie można zwariować od nawału wszystkiego i nadmiaru wyboru. Dziś np. wybierałam małe prezenty na Mikołaja i spędziłam na tym najwięcej czasu, o wiele za dużo, jak na mój gust.

Prezenty pod choinkę to już inna bajka, na szczęście internet działa :)

4. Po tygodniu, w którym zaatakowała nas zima, przygotowuję się do powrotu do szkoły. Fajnie będzie!

19:47, lazy_lucy , Od serca
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
statystyka